YASUMI Ampułka z kwasem glikolowym
Pielęgnacja mojej skóry bywa teraz dość wymagająca, bo mam cerę mieszaną, przetłuszczającą się w strefie T, a jednocześnie miejscami suchą i wrażliwą. Zdarza się, że w tym okresie zimowym, grzewczym, strefa czoła potrafi się świecić, a skóra mimo to jest napięta i odwodniona. W takich momentach szczególnie zwracam uwagę na oczyszczenie i złuszczanie, bo to one naprawdę potrafią ustawić skórę w ryzach. Ostatnio w mojej rutynie pojawiły się ampułki z kwasem glikolowym od YASUMI.
Zanim opowiem o moich odczuciach, muszę przyznać, że sam pomysł jest bardzo sensowny. Kwasy AHA, a w szczególności kwas glikolowy, to składnik, który w mojej pielęgnacji działa jak reset. Usuwa martwy naskórek, pomaga regulować pracę gruczołów łojowych i poprawia wchłanianie kolejnych kosmetyków. To właśnie dlatego w okresach, kiedy moja cera robi się bardziej kapryśna, sięgam po produkty, które pomagają jej wrócić do równowagi. Te mają działać właśnie w tym kierunku: oczyszczać, wygładzać, wyrównywać koloryt i przeciwdziałać powstawaniu zaskórników oraz przebarwień pozapalnych.
Skład ampułki jest prosty, ale skuteczny. Głównym składnikiem jest kwas glikolowy, który działa złuszczająco i oczyszczająco. W składzie znajduje się też glikol kaprylowy, który ma działać renatłuszczająco i zapobiegać nadmiernej ucieczce wody z naskórka. To dla mnie ważne, bo po kwasach często mam skórę bardziej napiętą, a tutaj czuję, że produkt jest dopracowany.
To, co od razu mi się spodobało, to forma opakowania. Nie lubię klasycznych, szklanych ampułek, bo zawsze mam w głowie ryzyko, że się gdzieś potłuką, ja się skaleczę, mam też problem z ich otwieraniem. Tutaj mamy rozwiązanie, które mnie uspokaja: ampułki są odkręcane, a każda z nich dodatkowo zabezpieczona. W środku są trzy małe ampułki po 3 ml, co daje trzy aplikacje. To wygodne, bo nie muszę się zastanawiać, jak przechowywać otwartą ampułkę. Konsystencja ampułki jest bardzo lekka, wodnista, szybko się rozprowadza i praktycznie natychmiast wchłania. Po aplikacji czuć delikatne mrowienie, ale nie jest to uczucie pieczenia, które mogłoby mnie zniechęcić. I to jest fajne, bo kwas nie musi być agresywny, żeby być skuteczny. Wystarczy, że działa w odpowiedni sposób, a skóra to odczuwa.
Po aplikacji ampułki zauważyłam, że skóra staje się bardziej oczyszczona w sensie wizualnym aczkolwiek na początku nieco zaczerwieniona. Suche skórki znikają, mniej jest też zaskórników. Co ważne, produkt nie powoduje u mnie nadmiernego przesuszenia, ale to w dużej mierze zależy od tego, co zrobię po. Po kwasie zawsze nakładam mocno nawilżający krem albo nawet maskę, bo wiem, że to jest moment, kiedy skóra najbardziej potrzebuje regeneracji. To nie jest produkt, który działa sam z siebie i nie wymaga dalszej pielęgnacji. Wręcz przeciwnie – dopiero połączenie złuszczania i nawilżenia daje najlepszy efekt.
Po takiej aplikacji, skóra na jakiś czas wraca do równowagi i przede wszystkim mniej się przetłuszcza. W moim przypadku to bardzo ważne, bo strefa T potrafi być naprawdę problematyczna. Ampułka pomaga zredukować nadmierne wydzielanie sebum i sprawia, że makijaż trzyma się lepiej. Skóra wygląda bardziej ujednolicona, a przebarwienia pozapalne, które czasem się u mnie pojawiają, są mniej widoczne. Jednocześnie mam wrażenie, że skóra jest po tym produkcie bardziej gładka i przyjemna w dotyku. To takie uczucie, jakby martwy naskórek po prostu zniknął, a cera zyskała świeższy wygląd. W mojej pielęgnacji sprawdzają się świetnie, szczególnie teraz, gdy moja cera potrzebuje stabilizacji i porządnego oczyszczenia.
Plusy:
- wygodne opakowanie odkręcane, bez szkła,
- lekka, wodnista konsystencja,
- doskonale złuszcza martwy naskórek,
- nie przesusza nadmiernie skóry,
- widoczne wygładzenie i oczyszczenie,
- zmniejsza wydzielanie sebum,
- skóra wygląda bardziej ujednolicona.
Minusy:
- brak.
Cena 57 zł
Komentarze
Prześlij komentarz
- Każdy komentarz jest dla mnie osobistą motywacją
-Jeżeli chcesz zaobserwuj, rewanżuje się, ale chciałabym, żeby moi obserwatorzy odwiedzali czasem mój blog.