My Winter Skin Barrier Routine – jak przygotowuję skórę na zime
Zima to dla mojej skóry zdecydowanie najtrudniejszy okres w roku. Mróz, wiatr, gwałtowne zmiany temperatur, ogrzewanie i suche powietrze w pomieszczeniach sprawiają, że bariera hydrolipidowa bardzo szybko daje o sobie znać. Pojawia się uczucie ściągnięcia, przesuszenie, czasem zaczerwienienie i większa reaktywność. Dlatego zimą pielęgnacja wygląda u mnie zupełnie inaczej niż latem. Stawiam na prosty, ale dobrze przemyślany rytuał, który ma jeden główny cel: wzmocnienie bariery ochronnej skóry. Skupiam się zarówno na twarzy, jak i na dłoniach, bo one zimą cierpią równie mocno.
Dlaczego zimą bariera skórna jest tak ważna?
Bariera ochronna skóry odpowiada za utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia i ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. Zimą bardzo łatwo ją naruszyć. Mróz osłabia naturalne mechanizmy obronne, a wiatr i suche powietrze przyspieszają utratę wody. Efekt to skóra szorstka, podrażniona, bardziej podatna na zaczerwienienia i uczucie dyskomfortu. Dlatego zimowa pielęgnacja powinna być oparta na składnikach, które koją, regenerują i uszczelniają barierę hydrolipidową. Taki zestaw kosmetyków Cerave i La Roche-Posay powstał przy współpracy z Pure Beauty.
Krok 1 – La Roche-Posay Toleriane Sensitive
Pierwszym krokiem w moim zimowym rytuale jest krem La Roche-Posay Toleriane Sensitive. Krem ma lekką, ale komfortową konsystencję. Nie jest tłusty, nie obciąża skóry, a jednocześnie daje wyraźne uczucie nawilżenia i ochrony. Bardzo cenię go za prosty, przemyślany skład. Gliceryna długotrwale nawilża, masło shea wspiera regenerację bariery skórnej, a witamina B3 działa kojąco i łagodząco. Dodatkowo obecność wody termalnej La Roche-Posay wyraźnie zmniejsza uczucie nadreaktywności skóry.
To krem, który sprawdza się u mnie szczególnie wtedy, gdy cera jest napięta, przesuszona lub reaguje na zimno. Nie ma zapachu, nie zawiera alkoholu i nie powoduje uczucia pieczenia. Po aplikacji skóra jest miękka i przygotowana na kolejne kroki pielęgnacji.
Krok 2 – La Roche-Posay Hyalu B5 Serum
Drugim etapem jest La Roche-Posay Hyalu B5 Serum, które zimą odgrywa u mnie bardzo ważną rolę. Nawilżenie to podstawa, ale zimą musi iść w parze z regeneracją. Serum ma lekką, żelową konsystencję, która szybko się wchłania i dobrze współpracuje z kremami. Zawiera różne formy kwasu hialuronowego, dzięki czemu działa zarówno powierzchniowo, jak i w głębszych warstwach naskórka. Skóra po jego użyciu staje się bardziej sprężysta, wygładzona i wygląda na wypoczętą.
Bardzo lubię efekt, jaki daje to serum zimą. Nie chodzi tylko o chwilowe nawilżenie, ale o poprawę ogólnego komfortu skóry. Wspaniale nawilża, regeneruje skórę i odżywia a jednocześnie nie zapycha. Używam go cały rok ale zimą ta konsystencja jeszcze lepiej się sprawdza. To jeden z tych produktów, które realnie wspierają barierę skórną, a nie tylko dają chwilowe uczucie ulgi.
Krok 3 – CeraVe Urea 5% Intensywnie nawilżający krem
Ostatnim krokiem jest CeraVe Urea 5%, który zimą stosuję nie tylko na ciało, ale również punktowo na twarz oraz zawsze na dłonie. To produkt, który traktuję jak tarczę ochronną w okresie mrozów. Krem ma bogatszą konsystencję, ale bardzo dobrze się rozprowadza. Zawiera ceramidy, masło shea oraz 5% mocznika, które intensywnie nawilżają i wspierają odbudowę bariery hydrolipidowej. Dzięki technologii stopniowego uwalniania składników skóra jest chroniona przez wiele godzin.
Na dłoniach sprawdza się rewelacyjnie. Zimą są one narażone na częste mycie, zimno i wiatr, dlatego wymagają szczególnej troski. Po aplikacji kremu skóra staje się miękka, mniej szorstka i wyraźnie ukojona. Przy regularnym stosowaniu znika uczucie swędzenia i łuszczenia.
Komentarze
Prześlij komentarz
- Każdy komentarz jest dla mnie osobistą motywacją
-Jeżeli chcesz zaobserwuj, rewanżuje się, ale chciałabym, żeby moi obserwatorzy odwiedzali czasem mój blog.