Matrix Instacure Build-A-Bond odbudowująca maska do włosów zniszczonych 250 ml
Moje włosy od dawna nie należą do tych bezproblemowych. Są mocno zniszczone, mają skłonność do puszenia się, łatwo reagują na wilgoć i niestety bardzo szybko tracą gładkość. Stylizacja na ciepło, farbowanie i codzienne prostowanie, kręcenie zrobiły swoje, dlatego pielęgnacja odbudowująca to u mnie absolutna podstawa. Zieloną serię Matrix lubię od dawna i naprawdę świetnie się u mnie sprawdza, więc kiedy zobaczyłam różową maskę Matrix Instacure Build-A-Bond byłam jej po prostu ciekawa. Tym bardziej że obietnice odbudowy wiązań zawsze brzmią kusząco.
Maska Matrix Instacure Build-A-Bond zamknięta jest w klasycznej tubce o pojemności 250 ml. Bardzo lubię takie opakowania pod prysznicem – są wygodne, praktyczne i nie trzeba walczyć z odkręcaniem mokrymi dłońmi. Tubka jest miękka, łatwo wycisnąć dokładnie tyle produktu, ile potrzeba, a sama szata graficzna miła dla oka. Sama maska ma biały kolor i dość gęstą, kremową konsystencję. Nie jest wodnista, nie spływa z włosów, ale jednocześnie bardzo ładnie się po nich rozprowadza. Już podczas nakładania czuć, że włosy robią się bardziej śliskie i „miękkie pod palcami”. Wystarczy niewielka ilość, żeby dokładnie pokryć długości i końcówki, co jest dla mnie dużym plusem.
Zapach maski jest naprawdę piękny, świeży, lekko cytrusowy. Wyczuwam w nim orzeźwiającą cytrynę, delikatny kwiatowy akcent i coś miękkiego, piżmowego w tle. Co ważne, ten zapach nie znika od razu po spłukaniu, utrzymuje się na włosach jeszcze po wysuszeniu i daje bardzo fajne, czyste wrażenie.
Jeśli chodzi o skład, to mamy tu połączenie kwasu cytrynowego i skwalanu, czyli dwóch składników, które faktycznie mają sens w pielęgnacji włosów zniszczonych. Kwas cytrynowy odpowiada za wzmacnianie włosa od wewnątrz, domykanie łusek i poprawę elastyczności, a skwalan nadaje miękkość, wygładzenie i zdrowy wygląd bez uczucia ciężkości. W składzie są też składniki kondycjonujące i wygładzające, które odpowiadają za natychmiastowy efekt na włosach, ale całość nie sprawia wrażenia typowo silikonowej maski, która działa tylko do pierwszego mycia.
Po pierwszym użyciu i wysuszeniu włosów byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Włosy były wyraźnie gładsze, mniej puszące się i dużo bardziej zdyscyplinowane. Nie miałam uczucia obciążenia ani przyklapnięcia u nasady, czego zawsze trochę się obawiam przy maskach odbudowujących. Włosy wyglądały na odżywione, ale nadal lekkie. Największe zaskoczenie przyszło jednak następnego dnia, kiedy je wyprostowałam. Byłam w szoku, jak pięknie się układały. Idealnie gładkie, miękkie, sprężyste, z widocznym blaskiem. Nie były ani obciążone, ani przedłuszczone, tylko właśnie takie przyjemnie dociążone – co w przypadku moich puszących się włosów jest ogromnym plusem. Fryzura wyglądała bardzo estetycznie, włosy nie odstawały, końcówki prezentowały się dużo lepiej, a całość miała ten salonowy efekt. To zdecydowanie ta maska, której będę używać, przed ważnymi wyjściami, spotkaniami, mając pewność, że włosy będą wyglądać olśniewająco.
Po kilku użyciach zauważyłam, że włosy są nie tylko gładsze tuż po myciu, ale też łatwiejsze w stylizacji i bardziej podatne na układanie. Są miękkie w dotyku, elastyczne i sprawiają wrażenie zdrowszych. Ta maska daje mi dokładnie to, czego oczekuję od produktu odbudowującego – wygładzenie, odżywienie i kontrolę nad puszeniem, bez odbierania włosom lekkości.
Plusy:
– wyraźne wygładzenie,
– miękkość włosów,
– brak obciążenia,
– redukcja puszenia,
– piękny zapach,
– wygodne opakowanie,
– odżywanie włosów,
– wydajność.
Minusy:
– brak
Maska pochodzi z kalendarza adwentowego Pure Beauty
Komentarze
Prześlij komentarz
- Każdy komentarz jest dla mnie osobistą motywacją
-Jeżeli chcesz zaobserwuj, rewanżuje się, ale chciałabym, żeby moi obserwatorzy odwiedzali czasem mój blog.