LYNIA wcierka stymulująca wzrost włosów

Bardzo dbam o swoje włosy i regularnie sięgam po różnego rodzaju odzywki, maski, a wcierki szczególnie lubię aplikować jesienią i wiosną, kiedy mam wrażenie, że włosy potrzebują trochę większego wsparcia. Dlatego kiedy w pudełku Pure Beauty znalazłam wcierkę stymulującą wzrost włosów Lynia, od razu wiedziałam, że będzie to produkt, który z przyjemnością przetestuję. Wcierki często kojarzą mi się z produktami, przy których trzeba się trochę namęczyć, żeby dokładnie pokryć skórę głowy, ale ta ma bardzo wygodny sposób aplikacji, a zakończenie z dzióbkiem i sprayem pozwala precyzyjnie nanieść produkt na skórę głowy. Wystarczy rozdzielić włosy na kilka partii i spryskać skórę, dzięki czemu aplikacja zajmuje naprawdę chwilę. Dla mnie to ogromna zaleta, bo choć bardzo dbam o włosy, samo ich mycie nie jest czynnością, za którą szczególnie przepadam, dlatego nie lubię też produktów, które wymagają ode mnie dodatkowego, czasochłonnego rytuału.

Wcierka ma lekką, wodnistą formułę i praktycznie niewyczuwalny, delikatny zapach. Nie ma tutaj intensywnej, ziołowej czy mentolowej woni, która długo pozostaje na włosach. Konsystencja nie jest tłusta i co najważniejsze, nie przetłuszcza włosów. W przypadku wcierek jest to jedna z pierwszych rzeczy, na które zwracam uwagę, ponieważ nie znoszę efektu tłustych, przyklapniętych włosów. Producent zaleca stosowanie produktu po umyciu włosów i właśnie wtedy po niego sięgam. Wcieram go w skórę głowy, delikatnie masuję i zostawiam bez spłukiwania. Produkt szybko się wchłania a włosy po wysuszeniu nie są obciążone przy nasadzie czy przetłuczone.

W składzie znajdziemy kilka ciekawych składników, które zostały dobrane przede wszystkim z myślą o kondycji skóry głowy i cebulkach włosów. Jednym z najważniejszych jest RootBioTec™, czyli kompleks na bazie korzenia bazylii, któremu przypisuje się działanie wspierające wzrost włosów, zwiększenie ich gęstości oraz ograniczenie wypadania. Kolejny składnik to Sepitonic™ kompleks o działaniu antyoksydacyjnym, który ma pomagać chronić skórę głowy przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych i wspierać prawidłowe funkcjonowanie cebulek. W formule znalazł się również D-pantenol, który bardzo dobrze kojarzę ze składników pielęgnujących i nawilżających. Pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, wspiera regenerację i poprawia komfort skóry głowy. Jest również gliceryna, która działa nawilżająco, oraz ekstrakt z limonki, zawierający między innymi cukry i kwasy AHA. Całość tworzy formułę nastawioną nie tylko na sam porost włosów, ale również na pielęgnację skóry głowy, a dla mnie właśnie to jest bardzo ważne. Mam wrażenie, że często skupiamy się wyłącznie na tym, co nakładamy na długość włosów, zapominając, że ich kondycja zaczyna się właśnie przy skórze głowy.

Producent powołuje się również na badania, według których po 56 dniach regularnego stosowania wcierka może zwiększać gęstość włosów o 10% i ograniczać ich wypadanie. Sama nie chcę jednak przypisywać wszystkich efektów wyłącznie temu produktowi. Włosy od dłuższego czasu są u mnie pod stałą opieką, regularnie stosuję różne kosmetyki do ich pielęgnacji, zwracam uwagę na ich kondycję i staram się o nie dbać na co dzień. Dlatego bardzo trudno byłoby mi powiedzieć, że pojawienie się nowych włosów jest wyłącznie zasługą tej wcierki. Mogę natomiast powiedzieć, że podczas stosowania wcierki rzeczywiście zaczęłam zauważać u siebie więcej takich krótkich, nowych włosków, czyli popularnych baby hair. Przy tego typu produktach najważniejsza jest właśnie regularność, bo nie oczekuję, że po kilku aplikacjach nagle zobaczę ogromną różnicę. Tutaj zdecydowanie potrzeba czasu i systematyczności.

Jeśli chodzi o samą aplikację, LYNIA zdecydowanie należy do wygodniejszych wcierek, jakie miałam okazję stosować. Spray zakończony dzióbkiem pozwala dotrzeć bezpośrednio do skóry głowy, a nie tylko rozpylać produkt po całych włosach. Dzięki temu mam poczucie, że wcierka trafia dokładnie tam, gdzie powinna. Po aplikacji delikatnie masuję skórę głowy, co dodatkowo staje się takim małym elementem pielęgnacyjnego rytuału. Nie muszę poświęcać na to dużo czasu, a produkt nie komplikuje mi całej pielęgnacji. Właśnie takie rozwiązania lubię najbardziej, bo nawet najlepsza wcierka niewiele da, jeśli aplikacja będzie na tyle uciążliwa, że po kilku dniach zaczniemy o niej zapominać.

Plusy:
- wygodna aplikacja,
- nie przetłuszcza włosów,
- nie obciąża włosów,
- delikatny, praktycznie niewyczuwalny zapach,
- nie podrażnia skóry głowy,
- nie powoduje pieczenia,
- ciekawy, bogaty skład,
-  zauważalny wzrost baby hair,
- wygodna aplikacja.

Minusy:
- brak.

Cena 99,90 zł

Wcierka pochodzi z pudełka Pure Beauty edycja Summer Girl

Komentarze