Sylveco Pure Line balsam do ust Cherry Kiss

 Kiedy za oknem pogoda zaczyna płatać figle, a wiatr staje się coraz bardziej dokuczliwy, moje usta jako pierwsze dają mi znać, że potrzebują solidnego wsparcia.  Dlatego w mojej kosmetyczce zawsze musi znaleźć się produkt, który nie tylko obiecuje, ale realnie działa. Ostatnio moje serce (i usta!) skradł produkt od polskiej marki, którą niezwykle cenię za naturalne składy – mowa o balsamie Sylveco Pure Line w wersji Cherry Kiss.

Zacznę od tego, co rzuca się w oczy jako pierwsze, czyli od strony wizualnej i praktycznej. Balsam otrzymujemy w klasycznej, miękkiej tubce o pojemności 15 ml. Szata graficzna serii Pure Line jest minimalistyczna, czysta i budzi moje zaufanie, ten bordowy kolor dodaje jej elegancji. Tubka jest na tyle mała, że mieści się w najmniejszej kieszeni jeansów, a jednocześnie na tyle wydajna, że starcza na naprawdę długo. To, co jednak najważniejsze, kryje się w środku. Na semej górze listy składników znajduje się lanolina, która ma budowę zbliżoną do warstwy lipidowej ludzkiej skóry, dzięki czemu genialnie przenika przez naskórek i wiąże wodę, zapobiegając jej ucieczce. Dalej mamy całą armię drogocennych olejów: słonecznikowy, arganowy, rycynowy, z pestek dzikiej róży oraz moreli. To właśnie ta mieszanka sprawia, że produkt ma tak potężne działanie regenerujące. Olej arganowy nazywany płynnym złotem Maroka świetnie uelastycznia, a olej rycynowy nadaje ustom delikatny blask i działa antybakteryjnie. Dodatek wosku kandelilla sprawia, że produkt jest wegańską alternatywą dla tych, którzy unikają wosku pszczelego, a przy tym tworzy na ustach tarczę ochronną przed czynnikami zewnętrznymi.

Przechodząc do konsystencji, muszę przyznać, że Sylveco wykonało tu kawał świetnej roboty. Często bogate w składzie balsamy są albo zbyt twarde i tępe w nakładaniu, albo tak tłuste. Po wyciśnięciu z tubki czuję na ustach jego niezwykłe bogactwo i gęstość wynikającą z dużej zawartości olejów, ale jednocześnie balsam nie jest nieprzyjemnie tłusty. Formuła jest kremowa, aksamitna i niesamowicie plastyczna. Rozprowadza się równomiernie, natychmiastowo otulając usta komfortową warstwą.  Zapach to kolejny punkt, za który polubiłam ten produkt. Cherry Kiss pachnie obłędnie, to słodka , dojrzała wiśnia, ale raczej utrzymuje mi bardzo krótko i delikatnie.

Efekty zauważyłam już po pierwszej aplikacji. Miałam wtedy problem z suchymi skórkami, które uniemożliwiały mi nałożenie jakiejkolwiek matowej pomadki. Nałożyłam grubszą warstwę Cherry Kiss na noc, traktując go jako regenerującą maskę. Rano skórki zniknęły, a usta stały się miękkie, wygładzone i wyraźnie pełniejsze dzięki intensywnemu nawilżeniu. Regularne stosowanie balsamu sprawiło, że zapomniałam, co to znaczy mieć spierzchnięte usta. Produkt realnie odbudowuje barierę ochronną. 

Plusy:

- bogaty skład olejków,
- szybkie nawilżenie,
- nietłusta formuła,
- przyjemny wiśniowy zapach,
- skuteczna regeneracja ust,
- dobra wydajność,
- słodki posmak stewii.

Minusy:
- brak.

Cena 16,99 zł

Balsam pochodzi z pudełka Pure Beauty edycja Bella Vita

Komentarze