SWEET VALENTINE lutowa edycja pudełka z kosmetykami Pure Beauty

 Nowy rok zawsze traktuję jak świeży start. To moment, w którym zwalniam, robię miejsce na nowe rytuały i jeszcze uważniej przyglądam się swoim potrzebom. Dlatego, kiedy w moje ręce trafiła edycja pudełka Pure Beauty SWEET VALENTINE, od razu wiedziałam, że to coś więcej niż zwykły box z kosmetykami. To mały manifest czułości wobec samej siebie. Już samo pudełko wywołuje uśmiech – subtelna, walentynkowa oprawa i dwa urocze pieski sprawiają, że trudno przejść obok niego obojętnie. To jeden z tych boxów, które chce się postawić na toaletce i przez chwilę po prostu nacieszyć oczy, zanim zacznie się odkrywać jego zawartość.

Jeśli jesteście ciekawi, co dokładnie kryje w sobie ta słodka, walentynkowa edycja i które produkty skradły moje serce najbardziej – zapraszam Was do dalszej części wpisu. Otwórzmy razem pudełko pełne miłości. 

Pierwszym kosmetykiem, który od razu przykuł moją uwagę, jest pomadka Golden Rose Matte Lipstick w odcieniu 116 – kolor wręcz stworzony na walentynkowy wieczór. To piękny, kobiecy ton, który podkreśla usta, ale nadal wygląda elegancko i z klasą. Formuła jest miękka i kremowa, dzięki czemu pomadka sunie po ustach bez najmniejszego oporu i pozwala na bardzo precyzyjną aplikację. Po chwili zastyga w subtelne, pudrowo-matowe wykończenie, które wygląda aksamitnie i niezwykle stylowo. Ogromnym plusem jest dla mnie to, że mimo matowego efektu nie wysusza ust – czuję komfort i lekkie nawilżenie nawet po kilku godzinach noszenia.

Drugim kosmetykiem, który idealnie dopełnił mój walentynkowy makijaż, jest tusz Max Factor 2000 Calorie Long Lash Era. To maskara, która sprawia, że rzęsy są wyraźnie wydłużone, rozdzielone i pięknie podkreślone już po jednej warstwie. Bardzo podoba mi się to, że szczoteczka dociera nawet do krótkich rzęs w kącikach oka, dzięki czemu spojrzenie nabiera lekkości i zmysłowości. Formuła typu tubing otula każdą rzęsę, nie kruszy się i nie rozmazuje w ciągu dnia, co dla mnie jest ogromnym plusem. Efekt utrzymuje się od rana do wieczora, a demakijaż jest zaskakująco prosty – wystarczy ciepła woda. 

Kolejnym produktem, który dodał mojej skórze blasku i odrobiny walentynkowej magii, jest puder sypki HEAN EVER GLOW. To puder, który pięknie stapia się z cerą i pozostawia ją z subtelnym, zdrowym rozświetleniem – bez efektu ciężkości czy przesadnego błysku. Jego ultralekka, jedwabista formuła sprawia, że skóra wygląda świeżo i promiennie, jak po dobrze przespanej nocy. Delikatne mikroperełki odbijają światło, dzięki czemu twarz zyskuje efekt wygładzenia, a pory stają się mniej widoczne. Uwielbiam to, jak miękko wykańcza makijaż i nadaje mu elegancki, świetlisty charakter. To właśnie ten subtelny glow sprawił, że poczułam się jeszcze bardziej kobieco i pewnie siebie.

W pudełku znalazłam też prawdziwego ratownika dla moich dłoni - Nivelazione Lipidowy krem-kompres S.O.S. do rąk. To produkt, który działa jak regenerujący opatrunek, już po pierwszym użyciu przynosi wyraźną ulgę suchej, napiętej skórze. Konsystencja jest treściwa, ale dobrze się wchłania, pozostawiając dłonie miękkie i wyraźnie nawilżone. Formuła bogata m.in. w glicerynę, masło shea i witaminy z grupy B wspiera odbudowę bariery ochronnej i koi podrażnienia. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się bardziej odporna na czynniki zewnętrzne i odzyskuje komfort. To idealny kosmetyk do torebki, szczególnie w chłodniejsze dni, kiedy dłonie potrzebują intensywnej regeneracji.

Kolejnym produktem, który doskonale znam, są hydrożelowe płatki pod oczy Efektima Zmarszczki & Cienie pod oczami. To mój szybki sposób na odświeżenie spojrzenia, zwłaszcza po krótkiej nocy albo intensywnym dniu. Płatki przyjemnie chłodzą i działają jak kojący kompres, przynosząc natychmiastowe uczucie ulgi delikatnej skórze pod oczami. Formuła z wyciągiem ze śluzu ślimaka wspiera wygładzenie i poprawę kondycji tej wymagającej okolicy. Po kilkunastu minutach skóra wygląda na bardziej napiętą, a cienie stają się mniej widoczne. To mały rytuał, który sprawia, że twarz odzyskuje świeżość i wypoczęty wygląd.

Pozostając w temacie pielęgnacji skóry pod oczami, nie mogę nie wspomnieć o kolejnym produkcie z pudełka, który idealnie dopełnia ten rytuał. Tym razem Vianek nawilżający krem pod oczy, który stał się dla mnie codziennym sprzymierzeńcem w walce z oznakami zmęczenia. Jego lekka, szybko wchłaniająca się formuła sprawia, że świetnie sprawdza się zarówno rano pod makijaż, jak i wieczorem w formie bardziej otulającej pielęgnacji. Składniki takie jak ekstrakt z lnu, kwas hialuronowy i olej z kiełków pszenicy intensywnie nawilżają oraz wspierają elastyczność delikatnej skóry. Po aplikacji okolica oka wygląda na wygładzoną i bardziej promienną, a spojrzenie zyskuje świeżość.

Przy mojej mieszanej cerze szczególnie dobrze sprawdzają się produkty z węglem, które mają szansę dogłębnie oczyścić skórę i zapanować nad nadmiarem sebum. W pudełku znalazłam Biotaniqe Węglową Czarną Maskę Peel-Off, która należy do linii PURE DETOX, skupiającej się na szybkiej i skutecznej detoksykacji skóry. Formuła z aktywnym węglem z drzewa Ubame działa niczym magnes, przyciągając zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka. Botaniczny wyciąg z dzikiej róży wspomaga neutralizację wolnych rodników i działa łagodząco na skórę. Maska obiecuje odblokowanie porów, absorpcję nadmiaru sebum i przywrócenie cery zdrowego, równomiernego kolorytu. Całość oparta jest na technologii pro.aQua, czyli oczyszczonej wodzie z probiotykami, która wspiera naturalną odporność skóry i jej mikroflorę.

W pudełku znalazłam także produkt, który przyciągnął moją uwagę swoją wszechstronnością i przeznaczeniem do skóry bardzo wrażliwej, czyli Dermedic Ultrakojący krem naprawczy. Ten krem jest stworzony z myślą o osobach z objawami egzemy, atopii czy alergii, a jednocześnie można go bezpiecznie stosować nawet na powieki. Zawarty w nim kompleks Cicalinum® łączy nienasycone kwasy tłuszczowe, fitosterole i β-glukan, które mają wspierać regenerację naskórka oraz łagodzić podrażnienia, suchość i zaczerwienienia. Krem wykorzystuje również właściwości immunomodulujące β-glukanu, który pomaga utrzymać równowagę mikroflory skóry i wspomaga redukcję zmian egzemy. Formuła zawiera także wodę termalną i emolienty, które mają przywracać komfort bardzo suchej skórze. 

Przechodząc teraz do pielęgnacji włosów, w pudełku znalazłam ArtishoQ szampon enzymatyczny, który obiecuje dogłębne oczyszczenie skóry głowy i włosów. Jego formuła oparta na bromelainie z ananasa delikatnie złuszcza martwe komórki naskórka, wspierając naturalny proces odnowy skóry. Kwas fitowy pozyskany z kukurydzy dodatkowo wspomaga ten cykl i pomaga utrzymać skórę w dobrej kondycji. Szampon zawiera również ekstrakt z karczocha, który wygładza włosy, zmniejsza ich plątanie się i ułatwia rozczesywanie. Naturalny czynnik nawilżający NMF zapobiega utracie wody, chroniąc włosy przed przesuszeniem.

Wciąż pozostając w temacie pielęgnacji włosów, muszę wspomnieć o produkcie, który wygląda na świetne uzupełnienie mojej rutyny – So!Flow oczyszczająca maska z glinką redukująca sebum do skóry głowy. Mam już peeling do skóry głowy tej marki i absolutnie go kocham, dlatego maska od razu przykuła moją uwagę. Formuła z zieloną glinką ma pochłaniać nadmiar sebum, odblokowywać pory i przedłużać świeżość włosów, a dodatki w postaci olejku z drzewa herbacianego, ekstraktu z rozmarynu i adaptogenu Reishi mają wspierać regenerację skóry i działać przeciwłupieżowo. Produkt obiecuje przywrócenie świeżości, zmniejszenie przetłuszczania i złagodzenie podrażnień skóry głowy. Tropikalny, orzeźwiający zapach sprawia, że rytuał pielęgnacyjny wydaje się jeszcze przyjemniejszy.

Na koniec coś dla ciała, czyli prawdziwa owocowa petarda pielęgnacyjna – Tutti Frutti Multiwygładzający peeling myjący 3w1 #YuzuPerfector. To kosmetyk, który łączy w sobie oczyszczanie i trójstopniową eksfoliację, dzięki połączeniu kwasów AHA, enzymów oraz naturalnych drobinek peelingujących. Formuła została wzbogacona o ekstrakt z yuzu i olejek cytrusowy, co zapowiada energetyzujący, świeży aromat podczas kąpieli. Peeling ma skutecznie usuwać martwy naskórek, wygładzać skórę i przywracać jej promienny wygląd. Dzięki obecności gliceryny pielęgnacja nie kończy się tylko na złuszczaniu, ale obejmuje również wsparcie nawilżenia. To produkt, który zapowiada prawdziwe domowe spa i wejście na wyższy poziom dbania o ciało.

Edycja SWEET VALENTINE to dla mnie piękne przypomnienie, że pielęgnacja może być nie tylko obowiązkiem, ale też przyjemnym rytuałem i formą czułości wobec samej siebie. To box, który łączy makijaż, świadomą pielęgnację twarzy, troskę o skórę wrażliwą oraz kompleksowe dbanie o włosy i ciało. Różnorodność produktów sprawia, że można stworzyć z nich cały domowy rytuał beauty, dopasowany do swoich aktualnych potrzeb. Już samo otwieranie pudełka było małą celebracją, a zawartość zapowiada wiele testów i odkryć w najbliższych tygodniach. Jeśli lubicie niespodzianki i chcecie wprowadzić do swojej rutyny trochę świeżości, ta edycja zdecydowanie zasługuje na uwagę. Dla mnie to słodki, walentynkowy akcent, który idealnie rozpoczął nowy sezon pielęgnacyjnych inspiracji.


Komentarze