Clochee MEZZO MASK Energetyzująca maseczka z mikroigłami

Kosmetyki marki Clochee od czasów studiów są mi bardzo bliskie. To polska marka, która konsekwentnie pokazuje, że można łączyć nowoczesne formuły, ciekawe składniki i realne działanie. Lubię do nich wracać, bo za każdym razem mam poczucie, że ktoś naprawdę przemyślał recepturę i potrzeby skóry. Maseczka z mikroigłami bardzo mnie zaciekawiła, bo kojarzy mi się z bardziej zaawansowanymi zabiegami gabinetowymi, a jednocześnie obiecuje komfort domowego rytuału.

Na wstępie muszę wspomnieć o pierwszym wrażeniu, bo ono było bardzo pozytywne. Maska zamknięta jest w plastikowym słoiczku, ma pomarańczowy kolor, który od razu kojarzy mi się z energią, witaminami i taką świeżością. Konsystencja jest żelowa, dość lejąca się. Zapach to dla mnie absolutny hit. Jest świeży, energetyzujący i jednocześnie bardzo przyjemny, wręcz uzależniający. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Dla mnie pachnie trochę jak wakacje nad morzem, trochę jak cytrusowa energia, a trochę jak kosmetyk spa. Ten zapach sprawia, że aplikacja staje się prawdziwym rytuałem, a nie tylko kolejnym krokiem pielęgnacyjnym.

Najważniejszym elementem tej maseczki są mikroigły. To one wyróżniają MEZZO MASK na tle klasycznych masek. Ich zadaniem jest delikatna stymulacja skóry oraz stworzenie mikrokanałów, dzięki którym składniki aktywne mogą działać głębiej i skuteczniej. Podczas aplikacji nie czuję ich w samej konsystencji ale chwilę po nałożeniu, czuć subtelne jakby mrowienie. Niacynamid to składnik, który bardzo lubię w pielęgnacji, bo zawsze widzę po nim poprawę i lepszą kondycję bariery ochronnej skóry. Ferment z aceroli, będący źródłem witaminy C w łagodnej formie, odpowiada za rozświetlenie i świeżość. To nie jest agresywna witamina C, tylko taka, która daje efekt blasku bez podrażnienia. Do tego aloes, który zapewnia komfort, nawilżenie i ukojenie, co przy aktywnej formule ma ogromne znaczenie. Całość sprawia wrażenie bardzo zbalansowanej. Skóra dostaje impuls do regeneracji, ale jednocześnie jest zaopiekowana.


Po nałożeniu maski skóra staje się lekko napięta i wyraźnie pobudzona. Trzymam ją zgodnie z zaleceniami, a w trakcie czuję delikatne mrowienie na policzkach. Po zmyciu efekt jest natychmiastowy. Twarz wygląda na bardziej wypoczętą, wygładzoną i rozświetloną. Koloryt staje się bardziej jednolity, a skóra wygląda zdrowiej i świeżej, jak po dobrze przespanej nocy albo krótkim urlopie. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra jest bardziej sprężysta, lepiej nawilżona i szybciej się regeneruje. Makijaż wygląda lepiej, cera jest gładsza w dotyku, a drobne nierówności są mniej widoczne. To nie jest efekt maski, która działa tylko do pierwszego mycia twarzy. Mam poczucie, że skóra faktycznie korzysta z tej formuły i stopniowo poprawia swoją kondycję. Po jej użyciu zawsze dokładam porządne nawilżenie, bo skóra jest wtedy szczególnie chłonna i świetnie przyjmuje kolejne produkty.

Plusy:

– mikroigły zwiększające wchłanianie składników,
– daje efekt zdrowej skóry,
– poprawa kolorytu i rozświetlenie,
– żelowa, komfortowa konsystencja,
– obłędny zapach,
– szybki efekt wypoczętej cery,
– dobre nawilżenie bez uczucia lepkości,
– wygodne, lekkie opakowanie.

Minusy;
- brak.

Cena 59 zł

Maska pochodzi z pudełka Pure Beauty edycja WINTER WONDERS


Komentarze