niedziela, 6 sierpnia 2017

Bananowy Kallos

🍌🍌🍌 Bananową 🍌🍌🍌 maskę do włosów Kallos zna już chyba każdy. Ja długo się przed nią opierałam, no bo kiedy zużyje litr maski?! Zużyłam na spokojnie i chcę więcej!


Maska po otwarciu opakowania od razu zaskakuje swoim charakterystycznym, dla mnie lekko chemicznym zapachem bananów. Zapach ten utrzymuje się na włosach do następnego dnia, co w moim przypadku zdarza się bardzo rzadko. Konsystencja jest dość gęsta, typowa dla masek. Nakładam ją na lekko osuszone ręcznikiem włosy i nie spływa, aplikuje się bardzo wygodnie. Ja wszystkie maski, odżywki trzymam na włosach minimum 20minut, bo moje włosy należą do tych bardzo zniszczonych.

Już podczas spłukiwania tej maski można zobaczyć jej działanie, ponieważ włosy nie są aż tak bardzo splątane jak podczas standardowego mycia włosów. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jej działaniem. Sprawiła, że moje włosy były bardzo miękkie w dotyku i odżywione. Obawiałam się, że to tylko krótkotrwały efekt, po kilku pierwszych myciach. Bałam się też, że po kolejnych zacznie obciążać moje włosy i zaczną się one bardziej przetłuszczać, nic takiego jednak nie miało miejsca. 
Maska zostawia na moich włosach delikatny film ochronny, który ich nie obciąża ale za to ułatwia mi prostowanie włosów. Z tą maską jest to znacznie łatwiejsze,a  dodatkowo włosy są błyszczące i nawilżone. Robi dla mnie wszystko co powinna, nawilża, odżywia, wygładza! Obecnie używam innej maski Kallosa ale ta jest zdecydowanie lepsza i wrócę do niej.


Plusy:
🍌 nawilża,
🍌 wygładza,
🍌 odżywia,
🍌 nabłyszcza,
🍌 ułatwia prostowanie,
🍌 nie obciąża włosów,
🍌 sprawia że włosy są miękkie w dotyku,
🍌 ładnie pachnie.

Minusy:
🍌 brak.

Cena ok 10-12zł