piątek, 28 lutego 2014

,,Pomylona tożsamość” Don i Susie Van Ryn, Newell, Collen i Whitney Cerak, Mark Tabb


,,Pomylona tożsamość” Don i Susie Van Ryn, Newell, Collen i Whitney Cerak, Mark Tabb
Książka oparta na prawdziwych faktach, szukajcie w dziale biografie. Trochę skomplikowana ta historia, multum nazwisk przez co nie mogłam połapać się kto jest kim, masło maślane. Do tego ludzie bardzo religijni więc ciągle były wcinki o Bogu i cytaty z ewangelii.






Historia 2 rodzin. Podczas wypadku samochodowego ginie 5 osób, w tym rzekomo Whitney.  Rodzina opłakuje ją, odbywa się jej pogrzeb i przez 5 tygodni żyją w świadomości że już nigdy jej nie zobaczą. Historia opisana jest bardzo emocjonalnie, przez co można poznać ich prawdziwe uczucia.





W tym samym czasie inna rodzina, spędza czas przy córce Laurze, która przeżyła wypadek, jest jednak w śpiączce. Modlą się o jej zdrowie, o przebudzenie, towarzyszą jej podczas rehabilitacji.

Dwie bardzo wierzące rodziny, dwie rodziny które godzą się z wolą boską po 5 tygodniach przeżywają szok.
,,Laura, teraz chciałabym, żebyś spróbowała napisać swoje imię- poprosiła terapeutka
W-H-I-T-N-E-Y….”
Po tych słowach wszystko stało się jasne. Dziewczęta zostały pomylone. Rodzice Laury przez 5 tygodni opiekowali się rzekomo córką, ale okazało się  że ta nie żyję. Muszą się z tym pogodzić, odbywa się jej pogrzeb. W tym samym czasie rodzina Whitney dowiaduje się że ona żyję, przepełnieni są radością, ale wiedza co czują teraz rodzice Laury. Dodam, że jak pisałam historia ta wydarzyło się naprawdę, Whitney wyzdrowiała i wróciła na studia.




 
Plusy:
-ciekawa historia,
-dokładnie opisana.

Minusy:
-masło maślane, nie wiadomo kto jest kim,
-pisane trochę bez ładu i składu, być może wynik tego że jest więcej niż jeden autor

Ciężko ocenić ale w ogólnej ocenie daję 6/10

środa, 26 lutego 2014

Regenerujące mleczko do ciała z syropem z klonu. GARNIER BODY

Regenerujące mleczko do ciała z syropem z klonu. GARNIER BODY
Opatrunek w mleczku. Formuła kanadyjska.
Intensywna pielęgnacja bardzo suchej skóry.

Mleczka tego używam od wczesnej jesieni. Przeznaczone jest na ten właśnie okres kiedy to skóra potrzebuje odżywienia nie ma jednak przeciwwskazań do stosowania go o każdej porze roku.  Pierwszy raz tak dokładnie wszystko spełniło moje oczekiwania jak zapewnia producent na opakowaniu.

Mam bardzo suchą i ściągniętą skórę, wszystkie balsamy jakie do tej pory stosowałam dawały tylko efekt chwilowy. Z tym mleczkiem było inaczej. Kiedy pierwszy raz je zastosowałam byłam zadziwiona tym, jak szybko się wchłonął ale nie kleił się do ubrania. Kładąc się do łóżka zauważyłam, że skóra była bardzo miękka i gładka w dotyku. I bardzo, bardzo mi to odpowiadało.









Zaczęłam stosować je codziennie. W kilu miejscach moja skóra była szorstka, były to niewielkie place ale jednak, zawsze smarowałam je balsamem i tyle. Nie wiem po jakim czasie producent zapewnia ich zmniejszenie ale w moim przypadku po 2 tygodniach nie było po szorstkich miejscach śladu, co więcej jak do tej pory się nie pojawiły.



 Co do odbudowy skóry pewnie mnie wyśmiejecie, bo przecież można sprawdzić to tylko laboratoryjnie. Ja jednak zauważyłam znaczną poprawę. Mleczka nie muszę stosować po każdej kąpieli a i tak moja skóra jest miękka i gładka w dotyku. Nie czuję też żeby była ściągnięta, za to rewelacyjnie nawilżona i ukojona.




Polecam wszystkim tym, którzy mają problem z bardzo suchą skórą. Używałam specjalistycznych kosmetyków do tego i ode mnie osobiście mleczko to dostaje wyróżnienie i powinno być docenione przez farmaceutów.

To co podoba mi się w marce GARNIER? Pierwszeństwo dla składników pochodzenia naturalnego pozyskiwanych dzięki metodzie ekstrakcji, która pozwala zachować ich jakość i czystość.


 Plusy:
- skóra doskonale nawilżona i ukojona,
-brak efektu ściągniętej skóry,
-skóra miękka i gładka w dotyku,
- niweluje szorstkość skóry,
- przyjemny ale delikatny zapach,
-dobra konsystencja,
-odżywia i odbudowuje skórę,
-szybko się wchłania i nie klei do ubrania.

Minusy:
-brak

Cena ok. 15zł

Ogólna ocena 10/10

poniedziałek, 24 lutego 2014

Zdjęcia


Witam wszystkich. Jak kiedyś pisałam, lubię fotografować, jednak nieużywane umiejętności zanikają i zgadzam się z tym w 100%. Kiedyś potrafiłam zawsze uchwycić coś fajnego teraz bawię się w makro ale nie za dobrze mi to wychodzi, zresztą sami zobaczcie. Kilka lat wstecz dużo fotografowałam i lubiłam to. Dziś nie sprawia mi to takiej frajdy a i zdjęcia nie są genialne. 










sobota, 22 lutego 2014

Lakiery do paznokci. Avanti, Attrtody. Simple Beuty, Carla.

Lakiery do paznokci. Avanti,  Attrtody. Simple Beuty, Carla.

Co do lakierów, moja kosmetyczka już się nie domyka. Dziś przedstawię wam 4 z nich.





Pierwszy bezbarwny, nie ma etykiety ale wiem, że na pewno miał naklejkę z Avanti ale nie mam pojęcia czego ona dotyczyła. Stosuję go jako ostatnia warstwa, ponieważ jest bardzo trwały i zapobiega odpryskaniu lakierów. Maluje nim paznokcie zawsze wtedy, gdy poprzednia warstwa lakieru nie chce wyschnąć do końca a ten zasycha szybko i trwale. Dzięki dobremu pędzelkowi świetnie się rozprowadza. Daję 10/10





Kolejny czerwony nr 2031 Attrtosy kolorem podbił moje serce. Niestety ma bardzo gruby pędzelek więc nadaje się tylko do malowania paznokci u stóp. W dodatku bardzo szybko odpryskuje i brak mu połysku. Zaletą jest to że wystarczy jedna warstwa do uzyskania intensywnego koloru i jest wydajny. Mimo wszystko daję tylko 2,8/10



Trzeci lakier biały Simple Beauty również ma gruby pędzelek ale daję radę, aczkolwiek jakiekolwiek wzorki są wykluczone. Słabo kryje bo potrzebne są aż 3 warstwy ale za to jest trwały i nie odpryskuje szybko. Może nie widać ale jest on perłowy i dobrze to wygląda. Nie pozostawia on też żółtej płytki paznokcia. Daję 6/10






Ostatni brązowy Carla nr 23 jest rewelacyjny. Do uzyskania głębokiego kolory potrzeba 2 warstw ale ma bardzo dobry pędzelek, którym można robić nawet wzorki. Jak zapewnia producent jest szybkoschnący i rzeczywiście schnie dość szybko. Jego jedyną wadą może być to że troszkę odpryskuje ale tylko troszkę. Daję 9/10

czwartek, 20 lutego 2014

,,Arabska księżniczka” Tanya Valko


,,Arabska księżniczka” Tanya Valko

Kontynuacja bestselleru ,,Arabska żona”, ,,Arabska córka” i ,,Arabska krew”  o których pisałam tutaj http://jzabawa11.blogspot.com/search/label/Tanya%20Valko
Ciekawi kolejnych losów Doroty i Maryśki? Pewnie tak samo jak ja. Całą 4 pochłonęłam i wam  też polecam bo to co tutaj piszę to tylko namiastka. Przez czytanie tych książek można w pełni poznać kulturę islamu. Wiecie, że nawet pomyślałam nawet żeby studiować taki kierunek studiów.
Dorota na dobre zagościła w życiu Miriam, która rodzi prześliczną córeczkę Nadię. Hamid jest zachwycony. Jednak jak przystało na arabską rodzinę Marysia nie ma wiele pracy przy dziecku, niania i mamka spełniają wszystkie ich zachcianki. Młodzi wiodą sielankę. Udają się nawet na wakacje do Anglii i Polski wraz z rodziną Doroty.


Marysia ma multum wolnego czasu. Po wojnie w Libie postanawia studiować medycynę, zaczyna uczęszczać na uniwersytet. Między czasie poznaje księżniczkę Lemie. Kiedyś dziewczynę Hamida, która doprowadziła do śmierci jego matki i siostry. Razem postanawiają założyć fundację charytatywną pomagającą arabskim kobietą. Hamid przestrzega żonę przed księżniczką, ta jednak myśli że to zawiść i bagatelizuje sprawę. Okazuje się, że jednak Hamid miał rację. Lemia kradnie pieniądze Miriam i opłaca atak terrorystyczny. Na szczęście Marysi udaje się z tego wyplątać a na życie Lemi ma być wykonana fatwa.



Lemia zostaje zgwałcona przez swojego męskiego opiekuna muthawe , którym jest kuzyn. Zostaje wywieziona do odludnej willi, gdzie żyje więziona. Tam niezbędnych rzeczy dostarcza jej Hanifa, która dzięki księżniczce może spotykać się z narzeczonym a później go poślubić. Lemia dowiaduje się że jest w ciąży, niestety próbuje wywołać poród. Okazuje się że był to 6 miesiąc a dziecko rodzi się zdrowe. Księżniczka jednak zabija je w okrutny sposób, pocina nożem (szczegóły pominęłam za wrażliwa jestem).  Lemia dzięki umierającemu dziadkowi wraca do domu, jednak by nie przynosić rodzinie hańby musi wyjechać.


Marysia dzielnie działa na uniwersytecie ale zaniedbuje dziecko. Bierze udział w proteście kobiet, które chcą prowadzić samochód co w krajach arabskich przez kobietę jest zabronione. W ich małżeństwie zaczyna się psuć, toteż Hamid zabiera żonę i córkę na wakacje. Tam mała Nadia zostaje uprowadzona przez Lemię i jej kochanka. Lemia postrzela kochanka a on zaś polewa jej twarz kwasem. Nadie znajduję Hanifa z mężem, która postanawia ją zabrać ze sobą. Między czasie Hamid dowiedział się że Nadia nie jest jego córką, jednak uważał że ten jest ojcem, który wychowuje dziecko. Po nieudanych poszukiwaniach Hamid wyznaje żonie, że wie o jej zdradzie, nie ma już nadziei na odnalezienie Nadi. Każe wyprowadzić się Miriam i żąda rozwodu. Miriam zgadza się jednak obiecuje że będzie szukała swojej córki tak, jak kiedyś jej matka szukała jej….

Tak to kończy się 4 część arabskiej sagi, czekam z niecierpliwością aż autorka pokusi się o napisanie kolejnej części.  


Plusy:
-poruszająca fabuła,
-wciąga,
-można poznać kulturę islamu,
- wywołuje prawdziwe emocje

Minusy:
-brak

Ogólna ocena 10+/10